środa, 19 kwietnia 2017

Spójrzmy w niebo




     Piękny był dzisiaj księżyc. Ten o 2.05 ;) Dwie godziny później zachwycał już mniej, znacznie zmizerniał i pobladł. Michalinka bardzo dba, abym ten księżyc co noc oglądała. Ze wschodami słońca mam różnie. Widzę je może mniej regularnie, co wcale nie znaczy, że rzadko :) Wschody są piękne, niezależnie od pogody. O tym spoglądaniu w niebo piszę trochę pół żartem, pół serio, a tak na poważnie, to Michasia śpi średnio, więc myślę, że jeszcze wiele nocnych seansów przede mną. Staramy się z Misią wypracować pewną powtarzalność w codziennym rozkładzie dnia. Trudne to, ale może coś z tego będzie. Na razie tkwimy w lekkim chaosie.  


~zdjęcia Adam zrobił w listopadzie 2016r. w Hiszpanii~
  







poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Wielkie lanie śniegiem




     Od kilku już lat coraz trudniej realizować świąteczne tradycje, pogoda nijak nie chce współpracować. Dzisiaj powiało, popadało śniegiem, a termometr złowieszczo pokazał -2 z samego rana. O podwórkowym śmigusie-dyngusie nie mogło być mowy. Pozostało tylko lanie wody w wersji light w domowym ciepełku :) Chciałoby się rzec oby do wiosny! A może to, co za oknem, to tylko równoległa rzeczywistość?


 


 




sobota, 8 kwietnia 2017

Lubię wiejskie życie





      Lubię wiejskie życie. Takie z rękoma ubrudzonymi od grzebania w kolejnej grządce, z zabłoconym kaloszem rzuconym pod drzwiami, z wiaderkiem pełnym obierek, które trzeba wynieść kurom, z warkotem traktora wyjeżdżającego na cały dzień w pole i psem ten traktor obszczekującym, z gęsiami sąsiadki i krowami sąsiada, z polną drogą prowadzącą przez las, z ziarnami świeżo skoszonego zboża, znalezionymi wieczorem na dywanie w salonie, a jeszcze więcej w skarpecie, którą by uprać, muszę z tych ziaren wyczyścić, z praniem schnącym drugi lub trzeci raz, bo znowu zapomniałam je zdjąć ze sznura i przeszło poranną rosą, z kwitnącą jabłonią staruszką i huśtawką samoróbką na najmocniejszej gałęzi, z pierwszą po zimie różową stokrotką na nieogarniętym jeszcze trawniku, z żółtymi pisklakami kupionymi na wiosnę i kurą uciekinierką, która nijak się tymi pisklakami zaopiekować nie chce, z zapachem siana zebranego w okazałe bele, z wiśniami zamkniętymi w starym słoiku, z zaoranym jesienią warzywniakiem i bzem, który od lat tego warzywniaka pilnuje, z ziemniakami pieczonymi w ognisku po kilkugodzinnych wykopkach, z codziennym porannym zerkaniem przez okno, by sprawdzić jaka pogoda, z obiadem w godzinach, w których obiad jeść się powinno, z rowerem opartym o ścianę garażu i samochodem ubłoconym na polnych wertepach, z makami na łąkach i starym dębem przy magazynie, z gromadką małych kociaków wychodzących coraz pewniej na podwórze, z powietrzem pachnącym mokrą lawendą ...
   Mam takie wiejskie życie przez jeden miesiąc w roku i kilka dodatkowych weekendów. Lubię ten miesiąc, chyba najbardziej ze wszystkich miesięcy.
     Wszystkich, którzy myślą tak samo, serdecznie pozdrawiam :)




sobota, 25 marca 2017

Mam w domu skarb największy




     Zaczęłam dzisiaj myszkować po własnym blogu (złapałam też na tym Adama), a nie zaglądałam tu już od dawna. Przejrzałam tylko starsze wpisy, chciałam powspominać ... o tym, co rok temu o tej porze, chwilę wcześniej i parę chwil później ... stwierdziłam, że czas wrócić ... wrócić choć troszkę ... by za rok uśmiechnąć się do tych kilku słów i kilku zdjęć naniesionych na wirtualną kartkę. Mało mnie tutaj, ale i powód nieobecności przeogromny - od grudnia mam w domu skarb największy - trzeci już. Na imię jej Michalinka i to ona organizuje mi na tę chwilę codzienność. Zatem wybaczcie przedłużający się "niebyt" (jestem usprawiedliwiona?), choć materiału na ciekawe posty wiele - tego już zapisanego w kolejnym folderze i kiełkującego dopiero w głowie - ale czasu i siły brak. Przesyłam buziaki i do zobaczenia w jakiś wiosenny dzień. Pa!






poniedziałek, 21 listopada 2016

Odrobina Włoch




Tak patrzę na te zdjęcia, a później zerkam przez okno na naszą jesienną szarugę i ...
oj, cudnie się rozmarzyć z kubkiem gorącej herbaty w ręku i kocem na plecach.
Ja z dzieciakami nie byliśmy we Włoszech,
Adam z racji swojej pracy przejeżdżał ostatnio przez tamte tereny.
Cyknął kilka zdjęć i żeby nas podrażnić podesłał z uśmiechniętą minką.
Napatrzy się on na tzw. "zagranicę", w sumie jedyny plus tej jego pracy.
Ja dzisiaj staram się nie widzieć bałaganu w każdym kącie naszego domostwa,
obiecałam sobie, że zobaczę go dopiero jutro i nawet coś z nim podziałam,
chociaż skala tego, co się u nas ostatnio dzieje w temacie porządku, trochę osłabia.
A tymczasem pozdrawiam Was serdecznie!
















poniedziałek, 7 listopada 2016

Na jarmarku w Niemczech ... solo




No tak, Adam trafił na jarmark zupełnie przypadkiem,
po prostu miał pauzę nieopodal,
wziął plecak, aparat, nogi za pas i ciekawie spędził dzień,
... ale w sumie nie o tym chciałam dzisiaj
(chociaż dla mnie oba wątki się splatają).
Przeczytałam kilka godzin temu takie oto słowa,
które tkwią w mojej głowie uparcie

Chociaż

Cieszę się,

Że jesteś.
Gdzieś,
W tym samym,
Co ja
Listopadzie.
Chociaż tyle mam z niego.


Pozostawiam Was z osobistymi przemyśleniami.