Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciekawostki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 29 sierpnia 2020

Jest ich tylko sześć w Polsce. Gdzie nas zaniosło tym razem?








Jesteście ciekawi, widząc te zdjęcia, gdzie trafiliśmy tym razem?


Podpowiedź nr 1↓



Podpowiedź nr 2



Podpowiedź nr 3↓





No i macie pełne info↓


    W miejscu, w którym stoi ten dwumetrowy monolit, stykają się granice trzech państw: Polski, Litwy i Rosji. Na monolicie tym znajdują się godła i nazwy tych krajów. Ziemia wokół tego granitowego słupa wyłożona jest kostką brukową. Na niej narysowane są czerwone linie, wskazujące kierunki przebiegu granic. Trzeba uważać, aby poruszając się po kostce wokół monolitu, nie przejść na stronę rosyjską, można bowiem poruszać się tylko po terytorium Polski i Litwy.




Aby dotrzeć do tego (jednego z sześciu w Polsce ) trójstyku, szukajcie miejscowości Bolcie w gminie Wiżajny.






niedziela, 28 czerwca 2020

Rewa, nie o wschodzie co prawda, ale w pogodne popołudnie :)







     Wstyd się przyznać, że chociaż mieszkamy w okolicach Trójmiasta 19 lat, do Rewy nigdy nie dotarliśmy. Bynajmniej, nie pamiętam. Spacerowaliśmy po różnych plażach, ale po tej, akurat nie. Piszę spacerowaliśmy, ponieważ fanami tzw. leżenia plackiem, nigdy nie byliśmy. Na pomysł odwiedzenia tego miejsca wpadł ostatnio Adam. O dziwo sam zaproponował ten wyjazd, bo zazwyczaj to ja marudzę, żebyśmy gdzieś pojechali, a on w końcu, bardziej lub mniej chętnie, czasami z fochem, każe pakować nam się do auta. Warunek w tym Jego pomyśle był tym razem jeden: jedziemy tak, żeby zdążyć na wschód słońca. Dla osób lubiących fotografować, taka propozycja to nie lada gratka. Kurcze, nie wstałam!!! Sama sobie nie mogłam tego wybaczyć, ale tak to jest, jak kończy się czytać książkę godzinę przed planowaną godziną wyjazdu. Przysnęłam i spać zamierzałam aż do 7-ej przynajmniej. Zamierzałam podświadomie, bo świadomie, to jednak bym się zwlokła. Na pewno bym się zwlokła!!! I tu niespodzianka☺️, propozycja wypadu była nadal aktualna rano. Słońce, które wzeszło kilka godzin wcześniej (buu, dałam plamę☺️), zapowiadało pogodne popołudnie, więc błyskawicznie zapomniałam o robocie zaplanowanej na ten dzień i pierwsza siedziałam w samochodzie. Przyjemnie było poczuć ten wiatr od wody, po tak długim niebycie na plaży. Nie wiem, czy wiecie, ale jedną z atrakcji Rewy jest kilometrowy cypel, który wychodzi w morze i oddziela wody Zalewu Puckiego od wód Zatoki Gdańskiej. Z ciekawostek nadmienię Wam, że po jednej stronie cypla, nazywanego przez miejscowych "Szperkiem", woda jest cieplejsza od wody po jego drugiej stronie. Od razu zauważyliśmy też, że po jednej stronie cypla woda była spokojna, po drugiej zaś wzburzona. Miała też inny odcień. Zobaczycie niektóre niuanse na zdjęciach i domyślicie się, która strona jest która☺️, chociażby po tym, gdzie kierowali się miłośnicy kitesurfingu. Fotki są w kolorze niebiesko-brązowym, bo kolory zabrało słońce wraz ze swoim wschodem☺️. Postawię w tym miejscu wielokropek, bo mam nadzieję, że ciąg dalszy nastąpi ... i kiedyś w tamtejsze rejony wrócimy, choćby po to, by przejść plażą, mając po sąsiedzku malownicze klify.


REWA











Teraz zdjęcia trochę inne. Adam tak jakoś machał telefonem, że takie zdjęciowe falowańce mu wyszły☺️.





PS Kolejnym przystankiem po Rewie były Mechelinki, tam jednak za dużo ludzi spacerowało, więc zmieniliśmy plany i podjechaliśmy przez Pierwoszyno na takie pole biwakowe i stamtąd z klifu zerknęliśmy na wielką wodę, ale o tym już jutro.






wtorek, 9 czerwca 2020

Zwalony most nad rzeką Sapiną. Kruklanki





     Pamiętacie wpis o akweduktach w Stańczykach, jeśli nie, to podsyłam Wam link TUTAJ. Wspominam te akwedukty, ponieważ w niedzielę pojechaliśmy zobaczyć inny nieczynny most na Mazurach - most zwany przez miejscowych "zwalonym". Ten ciekawy dla pasjonatów historii obiekt znajduje się w Kruklankach, niewielkiej miejscowości położonej nieopodal bardziej znanego Giżycka. Kruklanki na pocz. XX w. stanowiły ważny węzeł kolejowy. Znalazły się na trasie linii kolejowych łączących Giżycko z Węgorzewem (ukończenie budowy - przełom lat 1905/1906) oraz z Oleckiem (ukończenie budowy - 1908r.). Wspomniany most stanowił w ówczesnych czasach jedną z większych inwestycji na mazurskich terenach. Był budowlą pięcioprzęsłową, z żelbetonu, pełnościenną. Podczas I wojny św., w sierpniu 1914r., saperzy niemieccy wysadzili wschodnie przęsło, ażeby linii kolejowej nie przejęły wojska rosyjskie. Dokonane zniszczenia zostały naprawione jeszcze podczas trwania tej wojny, kiedy zagrożenie rosyjskie minęło. A teraz wyjaśnię Wam ciekawostkę, dlaczego most otrzymał przydomek "zwalony". W 1945r. Niemcy przed spodziewanym nadejściem wojsk rosyjskich zaminowali most, a detonator umieścili w schronie obserwacyjnym na szczycie wzgórza. Nie wiadomo dlaczego, ale przez pół roku ładunki wybuchowe nie zostały rozbrojone. Most wysadził ktoś z miejscowej ludności 8 września 1945r., chcąc zapobiec dalszej grabieży przez Rosjan. Sporo jest na Mazurach obiektów, na ogół ściśle powiązanych z II wojną św., których dzieje to ciekawy temat. Stanowią one teraz atrakcje Mazur. Chociaż wychowaliśmy się z mężem na tych terenach, często nie znamy historii, kryjących się w odwiedzanych miejscach. Mamy to szczęście (bądź nieszczęście:), że oboje lubimy się włóczyć, słuchać, czytać, poznawać, a potem choć troszkę dzielić się z Wami naszymi wrażeniami. Trzymajcie się zatem i do zobaczenia gdzieś na kolejnej mini wyprawie:). PS☺️Moją zajawką nadal pozostaje latanie z aparatem za sarnami, żurawiami, bocianami, a ostatnio za zającami. Moi śmieją się, że to nieszkodliwe☺️.





 






 




 

Z nasypu kolejowego widok na jezioro Patelnia.







niedziela, 2 lutego 2020

Oj, faktycznie ☺️




    Kto rano wstaje, ten ... fotografuje takie niebo☺️. Co prawda, cały urok tych kilku minut psuł paskudny wiatr, ale i tak było warto poszukać dobrego stanowiska na podwórku, żeby sięgnąć obiektywem takich niebios☺️. Zwróciliście uwagę na dzisiejszą datę 02.02.2020 (0202|2020 nie dość, że same dwójki i zera, to jeszcze lustrzane odbicie). Ta niedziela to 33 dzień roku, a do jego końca pozostało jeszcze 333 dni. Nieźle, co?








PS Dorzucam jeszcze niebiańskie malowidło zrobione w tygodniu przy zdecydowanie lepszej pogodzie.








wtorek, 14 stycznia 2020

Jak św. Mikołaj nakarmił nas w Bartoszycach






     Dzisiaj pokażę Wam restaurację, ale nie taką zwyczajną. Raczej to restauracja niezwyczajna. Spytacie mnie Dlaczego? Już odpowiadam☺️. Pierwszy raz usłyszałam o niej w programie "Zakochaj się w Polsce". Odcinek poświęcony był Bartoszycom. Obejrzałam go z ciekawością, bo przez to miasto przejeżdżamy od 20 lat, jadąc na nasze Mazury. Pokazywane przez p. T. Bednarka miejsca wydały mi się znajome, ale o restauracji "U św. Mikołaja" nie słyszałam. No nie! - pomyślałam i już wiedziałam, gdzie zajedziemy zjeść przy najbliższej okazji. A taka nadarzyła się dość szybko, gdyż zaraz po grudniowych świętach. Mimo, że na żołądku nadal zalegały nam świąteczne potrawy☺️, w restauracji posmakowaliśmy kilku dań i ... było pysznie. Wzięliśmy pierś z kaczki z jabłkiem i żurawiną, oczywiście placki ziemniaczane (bo ja bez placków żyć nie mogę:), wątróbkę, pierogi na słodko, Adam solankę (znacie?), a my po miseczce rosołu. Nr 1 to według naszych kubków smakowych☺️kacza pierś. Rachunek był więcej niż przyzwoity, a z kartą dużej rodziny mieliśmy dodatkową zniżkę. Przyznam szczerze, że od samego wejścia do restauracji przysłowiowo mnie zatkało. Wiedziałam mniej więcej, jak wygląda wnętrze, ale w rzeczywistości zrobiło ono na nas niesamowite wrażenie. Zerknijcie na zdjęcia poniżej, a zrozumiecie o czym piszę.



Wejdźcie z nami do środka na wyjątkową ucztę dla oka i podniebienia☺️

 




     Domyśliliście się po zdjęciach, jakich potraw możecie skosztować w tej restauracji? "U św. Mikołaja" serwowana jest kuchnia ludowa, głównie ukraińska. Aranżacja restauracji nawiązuje oczywiście do tejże kultury, chociaż słowo aranżacja nie jest tu chyba właściwe. Jestem przekonana, że ten wyjątkowy wystrój płynie z serca osób prowadzących ten lokal, my jako goście takie bynajmniej odnieśliśmy wrażenie. W restauracji jest tak "pięknie inaczej". Mieliśmy to szczęście, że w trakcie naszego posiłku, piętro wyżej trwał uroczysty obiad z jakiejś podniosłej okazji i jego uczestnicy śpiewali ukraińskie pieśni. Jak przyjemnie było zajadać przy akompaniamencie Mnohaja lita (Sto lat). Obok wybranego przez nas stolika paliło się w prawdziwym piecu, a Miśka przebierała w drewnianych zabawkach ukrytych w starych wiklinowych koszach. Wyglądając przez okno, widzieliśmy dach cerkwi, bo ... restauracja do cerkwi przylega prawie "ściana w ścianę".






     Restauracja powzięła za swojego patrona św. Mikołaja, gdyż chrześcijaństwo wschodnie postać tego właśnie biskupa Miry otacza szczególną czcią. Św. Mikołaj urodził się w 270 roku, a zmarł między 345 a 352. Był wyjątkowo wrażliwy na krzywdę i biedę ludzką, szczególnie dzieci. Pomagał wielu potrzebującym. Często robił to anonimowo. Wyczytałam tu, że jest patronem pasterzy, marynarzy, dzieci, panien na wydaniu, więźniów, podróżnych, sędziów, a także zwierząt domowych. Imię Mikołaj oznacza tego, który odniósł zwycięstwo dla swojego ludu. 





 

 

 

 









Misieńka zaprzyjaźniła się z figurkami💙



Po obiedzie zostały puste talerze. Zdjęć pełnych☺️  nie zdążyliśmy zrobić, ale uwierzcie na słowo - było smacznie.




Widzicie przez okno dachy grekokatolickiej parafii? Zaraz pokażemy Wam cerkiew na zewnątrz.






Cerkiew grekokatolicka św. Andrzeja Apostoła mieście się w dawnym budynku straży pożarnej.
W latach 1996-1998 budynek został wyremontowany i dostosowany na potrzeby świątyni.

 



Wybaczcie, jeśli przesadziłam z zachwytami, ale naprawdę nam się "U św. Mikołaja" podobało.
WRÓCIMY NA PEWNO☺️



PS Już wiecie, czemu rodzinka śmiała się ze mnie, że sklep Folkstar w Bydgoszczy TU jest dla mnie? Bo ja uwielbiam takie klimaty!, dlatego też tak oczarowała mnie restauracja "U św. Mikołaja".