Chyba tylko las sprawia, że jeszcze nie zwariowaliśmy ze strachu przed koronawirusem. Co za podłe czasy. Dół totalny.
A w lesie jakby nigdy nic. Przyroda żyje po swojemu.
Chyba tylko las sprawia, że jeszcze nie zwariowaliśmy ze strachu przed koronawirusem. Co za podłe czasy. Dół totalny.
A w lesie jakby nigdy nic. Przyroda żyje po swojemu.
ZAPRASZAMY NA LEŚNE SALONY.
Planowaliśmy wyjazd w Bieszczady. Nie wyszło. Pojechaliśmy (tak trochę, aby zagłuszyć żal) na Kaszuby. Nie żeby Kaszuby były gorsze od Bieszczad, absolutnie nie, ale to Bieszczady chcieliśmy zobaczyć jesienią. O tej porze roku musi być tam przepięknie. No, ale cóż, jesteśmy tu, gdzie możemy być i też jest ok.
okolice Wdzydz Kiszewskich
Tu również dzieje się magia☺.
Pojechaliśmy połazić po lesie. Takim lesie do łażenia przyjemnym. Kaszubskim. Czystym, bez chaszczy, praktycznie same sosny i mech😊. Teoretycznie na grzyby😉, a tak naprawdę w celu oderwania się od wszystkiego i oczyszczenia głowy😍. Grzybiarze z nas żadni, ale trzy prawdziwki do domu przywieźliśmy, żeby nie było😉. Bardziej niż grzybów, wypatrywaliśmy cudnych widoków. Za bardzo tych widoków szukać nie musieliśmy😊, bo każdy leśny zakątek był dla oka przyjemny. Trafiło nam się jeszcze jezioro w gratisie i powiedźcie, czego chcieć więcej😃. No może smażonej ryby z Drewutni (ten pyszny bar znajdziecie w Olpuchu tu), ale na jedzonku też byliśmy, więc wyjazdowy przyrodniczy pakiet all inclusive wykorzystany w całości😊.