Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przetwory. Pokaż wszystkie posty

piątek, 31 stycznia 2020

Misz-masz do krótkiego przejrzenia







Zdjęcia te dzieli grubo ponad tysiąc kilometrów. Te powyżej zostało zrobione w Sopocie, a te w Holandii.



Zrobiliśmy delikatne przemieszanie w książkach, żeby wygospodarować miejsce dla kolejnych.



Natrafiłam kiedyś na takie słowa w utworze "Doskonała próżnia. Wielkość urojona" Stanisława Lema:
"Książką można czytelnikowi głowę, owszem przemeblować o tyle, o ile jakieś meble już w niej przed lekturą stały."
U nas i w głowie, i pokoju, mebli dostatek☺️. Zagracisko wręcz☺️.


~
Rzuciła nam się w oczy reklama miodów smakowych. Kupiliśmy i nam pasują. Najbardziej z czarną porzeczką i miętą.

 

 


W kuchni się dzieje. Najbardziej to chciałabym, żeby zadział się remont, ale póki co - dzieje się kulinarnie. 




Sakiewki z fetą i szpinakiem zawsze szybko znikają.



Pierwszy raz zrobiłyśmy z Olą paluchy serowo-szynkowe i powtórzymy przepis przy jakiejś okazji.



Dzisiejsze ciasto z batatów i marchewki niestety nam nie wyszło☹️.







środa, 20 czerwca 2018

Jak droga po truskawki może być zaskakująca





          Dzisiejszego posta zacznę od słowa ... kurczę! Kurczę, jechałam dzisiaj piękną aleją brzozową ... po truskawki. Najpierw, zanim na ową aleję trafiłam :), pomyliłam zupełnie gospodarstwo. Myślałam, że mam je dostać tu, a okazało się, że mam je dostać tam. Wpakowałam się obcym ludziom na podwórko i czekałam zadowolona z otwartym bagażnikiem na pana (pana z truskawkami:) Dzwoni żona owego pana (w sumie to nie owego, bo owy czekał tam), z pytaniem, gdzie jestem, bo miałam być, a mnie nie ma??? Zaświeciła mi się lampka. Ta w głowie. Kurczę, na bramie było, że groźny pies, więc jeśli jestem nie tu, gdzie być powinnam, to spotkanie z psem może okazać się dotkliwe, dla mnie na pewno (dla niego raczej nie, choć człowiek nigdy nie wie, co w nim siedzi;). Myślę ... ewakuacja, ale żeby nie było nudno, gdy już przodem samochodu☺️wystawałam poza posesję, pojawił się nie pies, ale właściciel psa☺️z psem zresztą. Pan sympatyczny bardzo. Wyjaśniłam co i jak, podpytałam o czereśnie, bo tu to akurat czereśnie, jak wyniknęło z rozmowy, po czym ruszyłam na poszukiwanie moich truskawek. Tak właśnie trafiłam na aleję brzozową!!! Aleja była jak z bajki. Po alei był las, z bajki już mniej przyjaznej☺️Skupiłam się bardzo, żeby w tym lesie nie zostawić części swojego auta, co to na spodzie auta są zamocowane. Przed szybą przefrunął mi jastrząb, chyba jastrząb?, bo pewności nie mam, a po chwili sarna z dwójką małych zwiała na mój widok z polany za lasem, do tego lasu właśnie. Dalsza droga była już nudna. Piaskowa i bez żadnych ukrytych atrakcji ;( chociaż ... nosiło autem na tym piachu (bo piach deszczu nie widział od dawna), więc cross mój do atrakcji można by od biedy zaliczyć. Truskawki mam, czereśni jeszcze nie. No, i to by było na tyle z tej truskawkowej historii ☺️☺️☺️








poszukiwania, jak widać na załączonym obrazku, zakończone sukcesem




PS Syn mój, który ostatecznie pożegnał się dzisiaj z jelitówką, najpierw spytał, czemu mnie tyle nie było????, po czym kazał sobie umyć dużo truskawek, bo (i tu cytuję) długo na tych suchych bułkach to ja nie pociągnę.






piątek, 5 sierpnia 2016

Ziarko, słoik i ozdóbka






    Lato w pełni. W dzień słońce grzeje do granic swoich słonecznych możliwości :) jak dla mnie trochę zbyt mocno :) za to już któryś ranek z rzędu pogoda psuje szyki żniwiarzom, na dzień dobry zsyłając lżejszy lub cięższy "deszczyk". Tak to już jest jakoś, że wtedy kiedy powinno padać - zazwyczaj nie pada, a kiedy przygrzewać - nie grzeje. Jesteśmy teraz na naszej mazurskiej wsi, wspomagając brata chociaż "kuchennie" w rozpoczynających się żniwach. Kłosy jeszcze na polu - trochę zbyt wilgotne czekają na przesuszenie przez słońce - ale żniwne szaleństwo tuż, tuż. Przymiarka na jednym z pól już była, dziś kolejna. Dzieje się dużo i intensywnie, ale oby szczęśliwie do samego końca.

   



    My z kolei ( tzn. Ula - moja siostra - i ja) brniemy w weki. Robimy przetwory, chociaż użycie słowa "robimy" jest z mojej strony dużym nadużyciem, bo robi głównie Ula, ja co najwyżej zbieram z ogrodu to, co zebrania akurat wymaga i zaopatrzam siostrę w puste słoiki. Jakiś oszałamiających przepisów na owocowe i warzywne przetwórstwo nie mamy, w tym roku nastawiłyśmy się na zwykłe ogórkowe kiszonki, ogórki z chili i sałatkę z ogórków, papryki i cebuli (przepis na sałatkę podaję poniżej, bo jest naprawdę pyszna). Wiśni było mało, a batalię o zebrane owoce wygrał brat, po czym w te pędy zasypał je cukrem i wysokoprocentowym trunkiem - na nalewkę - żeby go nikt nie ubiegł! W ten sam sposób "zmarnował" nam jagody :) Porzeczki dałyśmy sobie wydrzeć tylko częściowo :) Ja czekam na śliwki i gruszki, je zimą lubię najbardziej. Musy jabłkowe odpuszczam, nie daję rady, chociaż papierówek  jest w tym roku "w brud". 
    Wstyd się przyznać, ale nie zrobiłam jeszcze żadnej sezonowej dekoracji. Dzień jakiś krótki teraz, a wieczorem to już mi się nie chce (chociaż, chociaż!  jest jakaś szansa, bo zebrałam dzisiaj na polu mały bukiecik jęczmienia, jeszcze kilka kwiatów i może koper? ... o i ozdóbka do kuchni jak znalazł).
    Jutro jarmark, a zatem ... rano obowiązki, później -  hulaj dusza pośród kolorowych straganów. Myślę, że będzie to owocne hulanie, bo z pustymi rękoma to z pewnością nie wrócę, przy okazji jakąś małą fotogaleryjkę "napstrykam". Znowu nasz dom, albo mnie samą :) ozdobi kolejne małe rękodzieło.


      PS  A, i obiecany przepis na sałatkę
      4 kg ogórków (ogórki małe 3 cm, które tniemy w 2 cm słupki)
      4 duże cebule (tniemy w talarki)
      4 szt. dużej różnokolorowej papryki (tniemy w drobne pióra)
      Pierwsza zalewa:
    9 szkl wody + 1 szkl grubej soli - wymieszać i zalać nakrojone warzywa na 2-3 godz., potem odlać wodę i złożyć warzywa do słoików
      Druga zalewa:
      4 szkl cukru (niepełne) + 2 i 1/3 szkl octu + 3,5 szkl wody - zagotować
     Do słoików włożyć ziele ang., liść laurowy, koper (można go zszatkować do pokrojonych warzyw) i czosnek (ja dodaję jeszcze gorczycę). Nałożone warzywa zalać drugą zalewą i gotowe słoiki gotować ok. 10 min.