Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepisy kuchenne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przepisy kuchenne. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 stycznia 2021

Codziennik Sosenkowców

 







   Poczyniłam już próbę generalną przed tłustym czwartkiem. Odpaliłam niezawodny termomiks i rozkręciłam☺przepis na faworki. Wyszły naprawdę niezłe. Idąc za ciosem, zrobiłam (również z termo) placki z kaszy mannej z mlekiem. Smakowały całej rodzince, bez wyjątku, więc przepis od razu wrzuciłam w zakładki, bo na pewno do niego wrócę. Na szybkie śniadanie placki te są równie dobre jak niezawodna owsianka. 




    Stałym już punktem dnia są wyprawy na sanki. Lubimy je, i my starzy☺, i nasza najmłodsza. Adam podpina szelki, do szelek sanki, do sanek Miśkę☺i ruszamy na nasze osiedlowe ścieżki. Dobrze jest tak zmarznąć, że aż szczypią palce i policzki. Nie wiadomo, ile jeszcze taka pogoda potrwa, więc korzystamy, ile się da. 






Nie może być postu bez pól i lasów. Wrzucam kilka fotek z mroźnego poranka i nie mniej mroźnego popołudnia.













poniedziałek, 31 sierpnia 2020

Dzisiaj post dla fanów owsianki :)





    Owsianka - szybka, zdrowa i smaczna. Jednym słowem najlepsza na śniadanie. Przepisy na owsianki można znaleźć wszędzie - na owsiankę pieczoną, nocną albo na zwykłą. Chciałabym się z Wami podzielić moimi faworytami na owsianki ,,na teraz”.


OWSIANKA KAKAOWA


Do garnka wrzucamy 5 łyżek płatków owsianych, 1 łyżkę kakao oraz szczyptę soli.
Składniki mieszamy i zalewamy mlekiem. Zostawiamy na ogniu, aż owsianka zacznie bulgotać,
wtedy mieszamy przez 2-3 minutki. Ozdabiamy ulubionymi owocami, dodatkami i gotowe! :) 


OWSIANKA MARCHEWKOWA 


Do garnka wsypujemy 5 łyżek płatków owsianych, 1 startą marchewkę, można dodać troszkę cukru.
Składniki mieszamy, zalewamy mlekiem i dolewamy trochę wody. Gotujemy, ozdabiamy i już! 
Tak, tak, dobrze widzicie na zdjęciu :) My owsianki jemy takimi widelczykami. No cóż, taki kaprys :)


OWSIANKA BANANOWO-KOKOSOWA 


Do garnuszka standardowo wsypujemy 5 łyżek płatków owsianych, jednego rozgniecionego banana
i zalewamy mlekiem kokosowym.  Mieszamy, gotujemy, ozdabiamy i smacznego :)


OWSIANKA KOKOSOWA 


W garnku mieszamy ze sobą 5 łyżek płatków owsianych, 1 łyżkę wiórków kokosowych.
Zalewamy to wodą i mlekiem kokosowym. Po wymieszaniu, gotujemy. Smacznego! :)


NAJZWYKLEJSZA OWSIANKA


 W garnku 5 łyżek płatków owsianych zalewamy mlekiem i dodajemy szczyptę soli.
Tak jak w powyższych przykładach mieszamy, gotujemy, ozdabiamy i jemy!!

*** 

To są nasze ulubione pomysły na owsianki. Oczywiście nie każdemu mogą zasmakować, więc zachęcamy do tworzenia swoich przepisów. Wrzućcie do garnka, to co akurat macie w domach. Można tutaj dać upust swojej wyobraźni - szczególnie przy ozdabianiu. Powodzenia :) 


PS Jeśli macie jakieś fajne pomysły na owsianki, podrzućcie przepis w komentarzu :))))







niedziela, 29 marca 2020

Tuczymy się ):(





     Jak dobrze, że mam dwie pomocnice w kuchni, bo przyjść na gotowe to niesamowity luksus. Ola wynajduje przepisy w termomixie, woła Miśkę i testują, a ja czuję, że tyję od tego ich kucharzenia. Nawet nie czuję, ja to widzę! Nigdy nie zajadałam stresu, wręcz przeciwnie, a teraz mój żołądek jakby stracił swoje dno. W ostatnich dniach dziewczyny zapodały na stół ciasteczka czekoladowe, bułki maślane i czosnkowe chlebki naan. Macie tu linki z przepisami, gdybyście się skusili tututu. Chyba czas wziąć się za ćwiczenia, bo jedzenie + brak ruchu średnio wróży na przyszłość. Zaproponujcie coś proszę do oglądania na Netflixie. Zaczęliśmy sezon jednego serialu, ale jakoś nam nie idzie. Mamy w planach za to trzy stare już filmy "Dobry rok", "Pod słońcem Toskanii" i "Dwa dni w Paryżu". Czekają też nieprzeczytane książki zakupione jeszcze przed tą paskudną pandemią "Była sobie rzeka" Diane Setterfield i "Zapomniany ogród" Kate Morton. Szkoda, że Evzen Bocek, czeski pisarz, a zarazem kasztelan zamku w Miloticach, nie napisał kolejnej części Arystokratki. Żadna książka nie potrafi tak mnie rozśmieszyć i odstresować, jak wspomniana seria z Arystokratką ("Ostatnia arystokratka", "Arystokratka w ukropie", "Arystokratka na koniu"). Znacie? Specyficzne poczucie humoru, ale nam z Olą bardzo odpowiada. No tak, miało być dzisiaj o kuchni, a ja znowu zeszłam na książki. A jak Wy spędzacie czas w domu? Odrabiacie z dzieciakami lekcje? Piszcie, jestem ciekawa co u Was. Razem będzie nam raźniej #zostanwdomu.


CIASTECZKA CZEKOLADOWE BENA






Są fajne, bo z jednej strony kruche, a w środku takie krówkowe. Dzięki Ben😉.



CZOSNKOWE CHLEBKI NAAN

 

Dorzuciliśmy sobie do chlebków fasolkę w tartej bułce i obiad jak znalazł.


BUŁKI MAŚLANE

 


Jeśli nabraliście ochoty na schrupanie czegoś ze zdjęć, upieczcie. Robi się szybko, a naprawdę smaczne.
     


MIŁEGO POPOŁUDNIA MOI DRODZY SOSENKOWCY❢
U nas dzisiaj, po wczorajszych chyba z 15 stopniach, zimno, wietrzne i co ciekawe - delikatnie śnieżnie.
Może to i lepiej, przynajmniej żal mniejszy, że nie można pójść na spacer.







środa, 25 marca 2020

Bardzo trudna codzienność





 


     
     W trakcie pracy nad kartką świąteczną na zajęcia z plastyki, Miśka przechwyciła Igorowi nożyczki. Oczywiście obcięła sobie w pierwszej kolejności kawałek grzywki, dopiero potem wzięła się za kolorowe wycinanki. Igor popatrzył na Michalinę autentycznie przestraszony i powiedział: Zostaw te nożyczki. Zaraz będziesz wyglądać jak tata. Duża broda, zero włosów. Jak mnie tym rozśmieszył! Czemu Misia miałaby mieć gęstwinę na brodzie, to nie wiem, a stan owłosienia na tatowej głowie (raczej jego brak:) Misieńce z pewnością nie grozi, nawet gdyby Michalina była super fryzjerem z ogromną wyobraźnią. Wyobraźnię, nie mniejszą niż Ania z Zielonego Wzgórza, to nasza dziewczynka ma, ale biorąc pod uwagę jej niechęć do grzebania się we włosach, na fryzjerkę się nie zapowiada☺️. W ogóle co chwilę słyszymy w domu jej zawołanie Ja Misia, prose! Weszliśmy w etap, że Misieńka chce prawie we wszystkim pomagać. Żadne gotowanie, a w szczególności obieranie warzyw czy pieczenie chleba, nie obędzie się bez tej małej pomocnicy. Hmm, jak tu przekonać Michalinę, że odkurzanie i mycie podłóg, to równie ekscytujące zajęcie, jak buszowanie w kuchni. A propos pieczenia chleba, w naszej domowej piekarni mamy w tej chwili przymusową przerwę, bo wykorzystaliśmy już posiadane zapasy drożdży, a świeże (czy choćby suszone) są aktualnie nie do dostania. Ileż my chlebów upiekliśmy przez te ostatnie dwa tygodnie. Różne, różniste. Przyznaję, że mi najmniej smakował chleb z mąki gryczanej (Oli z kolei najbardziej), zaś ten z przepisu, który Wam podam za chwilę, jest wyśmienity. Do chleba smalczyk, zrobiony przez Adama wręcz perfekcyjnie - i siedzenie w domu nam prawie niestraszne:( Adam podjął decyzję, że kontynuuje pracę (jak już się pewnie domyśliliście z poprzednich postów - jeździ samochodem ciężarowym), co napawa nas ogromnym lękiem, bo kiedy my izolujemy się w domowym zaciszu, on podejmuje ryzyko. Wierzę głęboko, że będzie dobrze, inaczej zresztą być nie może. Proszę o to codziennie moje dwa anioły tam na górze, by miały nas w opiece.



Wspomniane ciasto na chleb z przepisem poniżej.


Chciało nam skubane czmychnąć z blaszki, ale w porę je z Olą zgarnęłyśmy z powrotem.


Przepis dla chętnych↓
- otręby, płatki owsiane, pestki słonecznika, siemię lniane, pestki dyni (wedle uznania)
- łyżeczka cukru
- 40g drożdży
- 500g mąki
- 2 łyżeczki sol
- 450g ciepłej wody
Trzeba wymieszać, odstawić do wyrośnięcia., a potem piec w temp. 200 stopni przez ok. godzinę. Spróbujcie i dajcie znać, jak Wam wyszedł. Mamy sprawdzony jeszcze jeden przepis - na chlebek ziołowy, ale o nim w innym wpisie☺️, jak dostaniemy drożdże, bo żeby go godnie Wam polecić, musimy najpierw upiec i cyknąć fotkę. Poza tym chcemy dodać do niego ser feta i przetestować, czy nie straci wówczas na smakowitości. 


 


     Kiedy my z Olą (i Misią oczywiście) bawiłyśmy się w piekarzy, Adam wziął fuchę cukiernika i kombinował z czekoladą. Rozpuszczał, łączył z dodatkami, a potem "wystawiał na widok rodzinny" i cholernik kusił pełnym talerzem słodkości. Do tego Ola dorzucała kawę z pianką wg przepisu jej przyjaciółki Igi i kilogramy ruszyły nam w oponkę brzuszną, jak nic.  


 


     Żeby w domu przetrwać jakoś ten trudny czas, wymyślamy sobie może nie robotę (domowe porządki jeszcze przed nami), ale drobne przyjemności. Do takich zaliczyliśmy dziś wysiewanie z Misią i Igorem nasion słonecznika i dyni do małych pojemników. Postawiliśmy je na kuchennym parapecie i będziemy obserwować mam nadzieję ich intensywne roślinne wzrastanie☺️. Jutro przygotujemy domową grządkę na drugim parapecie dla groszku pachnącego.





Podlewanie roślin odbywa się z iście lekarską precyzją. Nie ma lipy:)




Na koniec mocno kolorowa i wbrew temu, co się dzieje dookoła, optymistyczna kartka świąteczna Igora na plastykę.




Trzymajcie się zdrowo i do usłyszenia.






piątek, 31 stycznia 2020

Misz-masz do krótkiego przejrzenia







Zdjęcia te dzieli grubo ponad tysiąc kilometrów. Te powyżej zostało zrobione w Sopocie, a te w Holandii.



Zrobiliśmy delikatne przemieszanie w książkach, żeby wygospodarować miejsce dla kolejnych.



Natrafiłam kiedyś na takie słowa w utworze "Doskonała próżnia. Wielkość urojona" Stanisława Lema:
"Książką można czytelnikowi głowę, owszem przemeblować o tyle, o ile jakieś meble już w niej przed lekturą stały."
U nas i w głowie, i pokoju, mebli dostatek☺️. Zagracisko wręcz☺️.


~
Rzuciła nam się w oczy reklama miodów smakowych. Kupiliśmy i nam pasują. Najbardziej z czarną porzeczką i miętą.

 

 


W kuchni się dzieje. Najbardziej to chciałabym, żeby zadział się remont, ale póki co - dzieje się kulinarnie. 




Sakiewki z fetą i szpinakiem zawsze szybko znikają.



Pierwszy raz zrobiłyśmy z Olą paluchy serowo-szynkowe i powtórzymy przepis przy jakiejś okazji.



Dzisiejsze ciasto z batatów i marchewki niestety nam nie wyszło☹️.







sobota, 26 stycznia 2019

Na całej połaci śnieg . . ., ale i mróz dość spory:)







     Ależ ten mróz maluje dekoracje. Szkoda tylko, że robi to dość intensywnie na samochodzie, który trzeba długo, długoo, długooo skrobać, żeby ruszyć rankiem w codzienność. Brr, zimno, - 10 chyba.  No, ale jak jest zima, to musi być zimno, tak? Mówili to już w "Misiu :))) Śnieg mieni się niczym posypany brokatem i do tego cudownie skrzypi, kiedy dokładamy ślady naszych butów do tropów zostawionych przez zwierzynę wszelaką :) Jak wiecie, do lasu chodzimy tylko zimą. Pisząc o lesie zimą, mam na myśli taki otulony śnieżną pierzyną, zmarznięty i wyciszony przed nadchodzącą wiosną. O każdej innej porze boję się w nim kleszczy i żmij. Dzisiaj dwie pary oczu obserwowały nas na jednej z leśnych ścieżek. Zastygliśmy w bezruchu, żeby nie spłoszyć zwierząt, a one wcale nie uciekły w popłochu, tylko po kilku sekundach dostojnie pomaszerowały w leśne zarośla. Były dość daleko, więc zdjęcia są, jakie są. Na świeżym śniegu można wyczytać naprawdę ciekawe historie. W jednym miejscu, gdzie rosną dęby, dziki dość mocno ryją. Szukają żołędzi, a my akurat dzika to spotkać byśmy nie chcieli na swojej (czy bardziej jego) drodze.  




∗∗∗∗∗





 




Po lesie cantuccini  (Ola zrobiła:) z gorącą czekoladą smakowały podwójnie.
Z czerwonymi polikami i zmarzniętymi nogami pałaszowaliśmy, jak wiewióry (nie wiem, tak mi się jakoś skojarzyło:)
Nawet Miśka ze swoimi 16 zębami dała radę , bo twarde te ciastka pioruńsko:))))))))))))))))))