Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wspomnienia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 listopada 2020

niedziela, 30 czerwca 2019

Przystanek 14. Odwiedziny sentymentalne, miejscowość ŻURAWCE







     Żurawce to niewielka wieś położona w województwie lubelskim. To rodzinna wioska taty Adama. W 1939r. zamieszkiwało ją 2860 osób, z czego ponad 90% stanowili Ukraińcy. Zostali oni w 1947r. siłą wysiedleni w ramach akcji Wisła, a rodzina teścia trafiła na tereny Mazur. Trudna i bolesna to historia. Wracając z Bieszczad, nie mogliśmy nie zajechać do Żurawiec. Ja po raz pierwszy. Zobaczyłam obrazy, które teść kreślił słowami, opowiadając o Żurawcach.




   Cerkiew grekokatolicka Podwyższenia Krzyża Świętego z 1912r., wzniesiona na miejscu poprzedniej drewnianej z 1808r. (jeszcze wcześniejsza, też drewniana, pochodziła z 1761r.). 4 grudnia 1947r. cerkiew została przekształcona na kościół rzymskokatolicki, który to kościół należał do parafii w Lubyczy Królewskiej. Od 1997r. jest samodzielną parafią rzymskokatolicką. Obecnie trwa renowacja kościoła z zewnątrz.






    Ten obraz wisiał w domu rodzinnym teścia, przed wysiedleniem został zaniesiony przez rodzinę do cerkwi i jest tam do dnia dzisiejszego.

















Rodzinny dom mojego teścia.






    Są w miejscowości dwa cmentarze. Jeden tuż przy kościele (założony pod koniec XIXw.), drugi, nieczynny i zachowany szczątkowo -  ok. kilometr dalej - nieopodal dawnego domu. Wiele nagrobków stworzono w Bruśnie (są to tzw. nagrobki bruśnieńskie).




Wyczytałam, że najstarsza czytelna notacja nagrobna pochodzi z 1826r.



Żurawce stanowiły nasz ostatni przystanek w tej krótkiej wyprawie w Bieszczady.
Była to podróż wyczekana i nie zawiedliśmy się, bo fantastycznie ją przeżyliśmy, tak "po naszemu".






środa, 10 kwietnia 2019

Korale, wisiory i inne błyskotki





      Miłością do korali, innych wisiorów i wszelakich świecideł pała moja młodsza córka. Obwiesza się kilkoma naraz i paraduje tak po domu, choć we włosy nie da sobie niczego wpiąć, a tym bardziej związać kucyka. Wygląda w tych wisiorach komicznie i mamy to obcykane, co by Miśce w przyszłości pokazać. Teraz też biega po domu z naszyjnikiem za ... 1 zł, który to kiedyś dostałam od Oli w prezencie (taką to właśnie mam biżuterię:). Moja szufladka z ową biżuterią zamknęłaby się w nader skromnej kwocie. Starsza córka uwiesić na siebie nic nie da. Mówiąc slangiem młodzieży nie ma takiej opcji. Ze wstrętem wręcz patrzy na wszelkie ozdoby i to nie tylko te na szyję. Jedyne co toleruje, to delikatne łańcuszki na rękę. Widząc wczoraj Michalinę, ustrojoną w korale sztuk cztery, aż się skrzywiła. Rany, jak ja nienawidzę takich rzeczy, powiedziała z odrazą. Doskonale ją rozumiem. Pamiętam, jak sama stawiałam opór wszelkim naszyjnikom. Nie dawałam wpleść sobie we włosy żadnych kokardek, opasek i innych temu podobnych ozdób. Najbardziej ubolewała nad tym moja ukochana babcia Sabinka. Co za dziecko, mówiła. Mam taki obraz w pamięci: czekałam na babcię pod bramą jej zakładu pracy, obok mnie stała wnuczka jednej z babci koleżanek z pracy. Ustrojona była jak choinka. Miała wpięte, zawieszone i wplecione naprawdę wiele. Patrzyłam na nią zdziwiona, że aż tyle się da na siebie upchnąć. Pamiętam tylko moje O matko! wypowiedziane z przerażeniem trochę za głośno. Do dziś widzę wyraźnie czerwoną ogromną kokardę ledwo trzymającą się na mysim ogonku tej dziewczynki☺️Z wrażenia co do tej kokardy właśnie owe O matko! mi się wymknęło. Później do O matko! dodałam jeszcze, opowiadając babci tę historię, że ja Nigdy! nie dam sobie uwiązać czegoś takiego. Słowa dotrzymałam. Z upływem lat niewiele się u mnie zmieniło w kwestii ozdobników, choć podobają mi się wszelkie kosztowności u innych. Jakakolwiek biżuteria u mnie (na mnie) to naprawdę rzadkość. Ostatnio bransoletkę i pierścionek miałam na weselu brata. Zawsze wolałam kupić jakieś krzaczory do ogrodu, które teraz notabene mój mąż z zapamiętaniem karczuje :(, aniżeli błyskotki wszelakie. Taka to ze mnie kobieta przedziwna. Po sklepach myszkować też nie znoszę, za to centrum ogrodnicze i włóczęga krajoznawcza (najlepiej w dresach i wygodnym znoszonym już polarze) - zawsze. A Wy? Lubicie błyskotki? Wolicie elegancką biżuterię czy taką hand made?


PS Nie wiem, co ja tak dzisiaj o tych koralach, ale to chyba pod wpływem miny Oli na widok obwieszonej Miśki. Podejrzewam, że wyraz twarzy miałam podobny, jakieś trzydzieści parę lat temu, czekając na babcię z czerwoną kokardą na pierwszym planie.








sobota, 8 kwietnia 2017

Lubię wiejskie życie





      Lubię wiejskie życie. Takie z rękoma ubrudzonymi od grzebania w kolejnej grządce, z zabłoconym kaloszem rzuconym pod drzwiami, z wiaderkiem pełnym obierek, które trzeba wynieść kurom, z warkotem traktora wyjeżdżającego na cały dzień w pole i psem ten traktor obszczekującym, z gęsiami sąsiadki i krowami sąsiada, z polną drogą prowadzącą przez las, z ziarnami świeżo skoszonego zboża, znalezionymi wieczorem na dywanie w salonie, a jeszcze więcej w skarpecie, którą by uprać, muszę z tych ziaren wyczyścić, z praniem schnącym drugi lub trzeci raz, bo znowu zapomniałam je zdjąć ze sznura i przeszło poranną rosą, z kwitnącą jabłonią staruszką i huśtawką samoróbką na najmocniejszej gałęzi, z pierwszą po zimie różową stokrotką na nieogarniętym jeszcze trawniku, z żółtymi pisklakami kupionymi na wiosnę i kurą uciekinierką, która nijak się tymi pisklakami zaopiekować nie chce, z zapachem siana zebranego w okazałe bele, z wiśniami zamkniętymi w starym słoiku, z zaoranym jesienią warzywniakiem i bzem, który od lat tego warzywniaka pilnuje, z ziemniakami pieczonymi w ognisku po kilkugodzinnych wykopkach, z codziennym porannym zerkaniem przez okno, by sprawdzić jaka pogoda, z obiadem w godzinach, w których obiad jeść się powinno, z rowerem opartym o ścianę garażu i samochodem ubłoconym na polnych wertepach, z makami na łąkach i starym dębem przy magazynie, z gromadką małych kociaków wychodzących coraz pewniej na podwórze, z powietrzem pachnącym mokrą lawendą ...
   Mam takie wiejskie życie przez jeden miesiąc w roku i kilka dodatkowych weekendów. Lubię ten miesiąc, chyba najbardziej ze wszystkich miesięcy.
     Wszystkich, którzy myślą tak samo, serdecznie pozdrawiam :)




poniedziałek, 15 lutego 2016

Wspomnienia




     Wzięło mnie dzisiaj na przeglądanie zdjęć, odkopałam kilkuletnie fotografie. 
I uśmiałam się przy tym, i rozkleiłam, i porozmyślałam.
Wspomnienia.


Francja



Norwegia






Polska (Gdynia)




w pobliżu naszego domu




12 lat temu
OLA


 




8 lat temu
OLA i IGOR





:)