wtorek, 23 lutego 2016

Ferie chociaż troszkę w siodle




     Ola stwierdziła w niedzielę, że ferie bez jazdy konnej zupełnie się nie liczą, a że na Mazurach pensjonatów z nauką jazdy jest sporo, więc i z "pilnym" umówieniem się nie było problemu. Trafiliśmy do wsi Kal, popularnej turystycznie miejscowości k. Węgorzewa, znanej nam dość dobrze, chociaż zmiany jakie tam się dokonały ostatnimi czasy, trochę nas zaskoczyły. Najbardziej zauroczyła nas taka typowa mazurska chata z niebieskimi oknami i okiennicami, dosłownie oniemieliśmy. Cudeńko! Stwierdziliśmy jednak, że nie robimy teraz zdjęcia, poczekamy do lata, gdy przyroda wokół nabierze barw. Ola pojeździła, zadowolona, my podreptaliśmy z nogi na nogę, bo zimno było okrutnie, a deszcz nie przestawał siąpić. Pogadaliśmy z instruktorem, wygłaskaliśmy zwierzaki i pojechaliśmy czym prędzej na gorącą herbatę, która szybko rozgrzała osiem zmarzniętych rąk. Ach, te Mazury :-) Ola poczyniła już pewne wakacyjne plany, ale o tym na razie cicho sza.







 






poniedziałek, 22 lutego 2016

W Góry na Mazurach




     Jest na Mazurach wiele przepięknych miejsc i wstyd mi czasami, bo mimo że stąd pochodzę, to w sumie słabo znam te tereny. Mój mąż często proponuje mi lokalną włóczęgę i wtedy jedziemy w takie zakątki, o których ja niejednokrotnie nawet nie słyszałam, a on zna je jeszcze z kawalerki. Są to miejsca albo cudne przyrodniczo, albo ciekawe w jakiś inny sposób. Najbardziej lubię delikatne odludzia, gdzie komercyjny turysta raczej nie zagląda, a które często olśniewają mnie bardziej, niż te budzące zachwyt u innych. Lubimy z Adamem zwiedzać, oglądać, poznawać nowe i mamy o tyle dobrze, że w podróżowaniu podoba nam się to samo.
     W sobotę wybraliśmy się do miejscowości Góry na Mazurach, blisko Moich D. Adam śmiał się, że to rekompensata za wyjazd w faktyczne góry, który niestety nie doszedł w ferie do skutku. Góry to malutka wioseczka ... tuż za pagórkiem ... nie ma tu zabytków ... ani innych fajerwerków ... ale jest urocza okolica ... i ładna przyrodnicza sceneria. Powłóczyliśmy się tu chwilę, lekko zmarzliśmy, bo akurat tego dnia spadł śnieg i było przyjemnie biało, a na koniec ugrzęźliśmy w błocie. Zdjęć z nierównej walki z boksującym samochodem nie mamy - są inne, może mniej ekscytujące, ale też fajne. A tak na marginesie, ale to były bryzgi!
     Pierwsze zdjęcie przedstawia niszczejący poniemiecki budynek w miejscowości sąsiadującej z Górami. Spodobał nam się i stąd ta fotka. Dalej już właściwe widoki z Gór.




Dla niektórych uroda tego budynku może być dość sporna, nam bardzo się spodobał.









Akurat wanna jest tu nie na miejscu,
ale fotograficznie biel i czerń tej wanny wpisuje się dość fajnie w ten kadr.
Mimo wszystko :(





Kolorowej nocki !


niedziela, 21 lutego 2016

Sanktuarium Maryjne w Krośnie k. Ornety




Z cyklu "Widziane gdzieś po drodze" zapraszamy dziś do Krosna.



     Pamiętacie wpisy o cerkwi grekokatolickiej w Godkowie i oranżerii biskupa I. Krasickiego w Lidzbarku Warmińskim? Obie miejscowości - Godkowo i Lidzbark Warmiński - mijamy, jadąc na Mazury. Jedną od drugiej dzieli niewiele ponad 50 km. Przez tyle lat poznaliśmy ten odcinek drogi prawie co do detalu. Dużo lasów, pól, łąk, wiejskich zagród, kilka niewielkich wsi i jedno kilkutysięczne miasto - Orneta. Zawsze jechaliśmy tak, jak prowadziła nas droga główna, aż do przedwczoraj. W Ornecie kątem oka Adam wychwycił niepozorny kierunkowskaz z symbolem zabytku i w tym samym momencie intuicyjnie skręcił w boczną drogę, na którą ów znak wskazywał. Muszę przyznać, że warto było. Już z oddali rysował się piękny pokaźny obiekt, a widok z bliska tylko potwierdził wielkie WOW! sprzed chwili. Trafiliśmy do malutkiej miejscowości Krosno i do Sanktuarium Nawiedzenia NMP i św. Józefa. Zerknijcie sami, czyż nie cudnie?





      Pierwsze skojarzenie, które nam się nasunęło niejako automatycznie, to takie, że podobne sanktuarium jest w Świętej Lipce k. Kętrzyna, czyli jakieś 80-90 km dalej. W sumie nie myliliśmy się z tym podobieństwem. Wyczytaliśmy już w domu, że sanktuarium w Krośnie budowano wzorując się na Św. Lipce., nazywane jest notabene Małą Świętą Lipką.
    Św. Lipkę i znajdujący się tam obiekt sakralny znamy, zwiedzaliśmy go kilkakrotnie. Tamtejsze sanktuarium jest odrestaurowane, podczas gdy te krośnieńskie potrzebuje pieniędzy. Widać, bynajmniej na zewnątrz, upływający tu czas, co w mojej ocenie nie odbiera mu urody, a naznacza wręcz pewną pozazmysłowością. Niemniej sanktuarium w Krośnie wymaga remontu, aby nie podzieliło losu innych zabytkowych kościołów w Polsce. 
       Nie widzieliśmy wnętrza świątyni, było zamknięte, ale z tego, co można zobaczyć w internecie, jest pięknie.  




      Z sanktuarium w Krośnie związana jest pewna legenda. W końcu XIV w. w nurcie płynącej przez Krosno rzeki Drwęcy dzieci znalazły figurkę Matki Bożej. Przyniosły ją do domu. Następnego dnia w niewytłumaczalny sposób figurka ta z powrotem znalazła się w rzece. Sytuacja powtarzała się kilkakrotnie: ilekroć próbowano przenieść figurkę w inne miejsce, zawsze wracała dokładnie tam, gdzie po raz pierwszy znalazły ją dzieci. Uznano to za znak boży, zbudowano nad rzeką drewnianą kapliczkę i w niej pozostawiono cudowną figurkę. Sława miejsca szybko rozeszła się po okolicy i coraz liczniej przybywali tu pielgrzymi. Z czasem wiernych było już tak wielu, że nie mieścili się w skromnej kaplicy, modlili się na zewnątrz. I tu ciekawostka ... ze względu na nich ambonę zbudowano na dębie. Z biegiem lat drewnianą kapliczkę zastąpiono murowaną (ok. 1593 r.)  - uczynił to prawdopodobnie właściciel ziemi Jakub Barcz niecałe 100 lat po usytuowaniu tu pierwszej skromnej kapliczki z drewna. Murowana wersja przetrwała do XVIII w. W 1709 r., dzięki staraniom proboszcza z Ornety Kaspra Simonisa, rozpoczęto prace nad budową okazałej świątyni. Projekt sporządzono w Warszawie, a prac budowlanych podjął się mistrz budowlany Jan Krzysztof Reimers z Ornety (pochowany został w podziemiach obiektu, który tworzył). Do 1714 r. zmieniono nawet bieg rzeki Drwęcy, aby dokładnie w legendarnym miejscu znalezienia figurki, mógł stanąć ołtarz nowego kościoła. W 1715 r. biskup Teodor Potocki (zresztą jeden z głównych współfundatorów tej inicjatywy) poświęcił węgiel kamienny, a 5 lat później - ponownie konsekrował, ale już kościół w stanie surowym. Prace wykończeniowe trwały jeszcze długo, ok. 40 lat - do 1759 r. Oryginał figurki Matki Bożej zaginął w 1945 r., co się z nim stało, nie wiadomo do dziś. 








Kościół ma siedem ołtarzy i jest otoczony krużgankami z XVIII w.
Należy do bardzo cennych zabytków barokowych, nie tylko na Warmii.




*********

 




piątek, 19 lutego 2016

Miłego dnia :)




     My zmykamy, po wstrętnym choróbsku jedziemy nabrać sił na Moich D.
Do zobaczenia za czas jakiś.
:)

  


 







środa, 17 lutego 2016

Mamy problem z tym lasem




     Bardzo lubimy ten las, ale mamy z nim problem. Znaleźliśmy przepiękny zakątek, jak z baśni, nie potrafimy jednak oddać jego urody na zdjęciach. Próbujemy któryś już raz i nadal nam nie wychodzi. Czy to takie miejsce, które swoim urokiem dzieli się tylko z rzeczywistym widzem? Jeśli tak, to szkoda, bo urzeka od pierwszej chwili. Na razie odpuszczamy, bo żal nam okropnie, że nie potrafimy zatrzymać w kadrze naszej fascynacji tym zielonym zaciszem skrytym daleko wśród drzew.  







 




wtorek, 16 lutego 2016

Chcę koloru




Dzisiaj stwierdziłam, że jak nie wyjdę za chwilę na dwór, to zwariuję. 
Mój mąż zapakował mnie w samochód i zawiózł w miejsce, 
którego nie znałam, choć jest bardzo blisko nas.
Łyk powietrza i zdecydowanie lepiej.
Bardzo, ale to bardzo, brakuje mi koloru.