wtorek, 15 grudnia 2015

Las zimą malowany




Las w odsłonie zimowej podoba nam się najbardziej.
Ten, który lubimy, znajduje się kilka kilometrów od naszego domu.
Ma coś w sobie, czym urzeka, ale gdybym miała napisać, czym konkretnie, nie umiałabym.
Fotografuje się go z dużą lekkością i jakąś taką dziecięcą radością.
Zerknijcie, proszę, zdjęć jest sporo, ale nie potrafiłam wyselekcjonować.
;-)


 

 





 








 

 







Chrzęściło pod nogami, aż miło.



poniedziałek, 14 grudnia 2015

Świątecznie





     No i tak, wedle własnego życzenia, mróz dzisiaj rano trochę mnie zaskoczył, przyjemnie zachrzęścił pod butami i zaszczypał w policzki, gdy próbowałam odmrozić samochód. Nie wiem, czy to nie będzie zbyt optymistyczne i trochę na wyrost, ale można już chyba powiedzieć, że przyszła zima. Magia świąt wkracza powoli i do naszego domu, a dzieje się tak za sprawą drobnych dekoracji i przede wszystkim piernikowego zapachu poczynionej przez dzieci w sobotni wieczór sporej ilości ciasteczek. Iga dzięki za pomoc :-) Powstał co prawda dość szybko znaczny deficyt w piernikach (winne temu gorące kakao), ale uzupełniłam go innym niedzielnym wypiekiem, równie aromatycznym, co poprzedni. Jak nic, idą święta! W piątek wystartujemy u Jagody z pierogową manufakturą, a że będzie nas kilka i dobrze się znamy, popołudnie zapowiada się na "mocno przegadane i przechichotane". Każda ma ulepić tyle, ile jej potrzeba na wigilijny wieczór. Żeby tak jeszcze przedświąteczne porządki zrobiły się same, to by dopiero była magia! W tym miejscu muszę się przyznać, mam takiego swojego małego czarodzieja - to moja Ola - pomaga mi, jak tylko ma wolną chwilkę, a o tą w natłoku szkolnych obowiązków i przy jeździeckiej pasji, wcale nie tak łatwo. Pomimo, że skończy za kilka dni dopiero 13 lat, sporo już umie i w kilku domowych pracach jest naprawdę lepsza ode mnie (stękanie Igora przy każdej prośbie o pomoc - przemilczę, nie działa nawet podpieranie się Mikołajem "Igor, Mikołaj widzi i notuje dobre uczynki", odzew jest, ale to bardzo krótki komunikat: "za chwilę" ewentualnie "zaraz"   ...   choć nie, przekłamuję, są takie czynności, przy których pomaga i robi to bardzo chętnie, są to tzw. męskie zadania, wykonywane tylko z tatą). Ojej, nie zauważyłam, że zbliża się północ, czas spać, bo i obowiązków jutro sporo   ... a Przebudzenie Mocy dopiero za kilkadziesiąt godzin ;-) {premiera najnowszych Gwiezdnych Wojen o północy z 17/18 grudnia, wybieracie się do kina?}


Pierwsza szopka, którą zobaczyliśmy w tym roku.



 

  

 




sobota, 12 grudnia 2015

Trochę świątecznie, trochę nieświątecznie





     Będąc dzisiaj na wieczornym spacerze z psem, widziałam spadającą gwiazdę, szybko pomyślałam jedno życzenie ... niech się spełni :-)! Lubię grudzień, choćby za to, że gdy zapada zmrok, robi się pięknie, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Tak trochę bajkowo. Na pierwszy plan wysuwają się rozmigotane świetlne łańcuchy, blask świec, ogień w kominku i choć pogoda nadal usilnie odmawia świątecznej współpracy - jest to bez wątpienia wyjątkowy czas. Myślę, że każdy te ostatnie dni roku przeżywa inaczej, dla jednych to okres autentycznej zadumy i refleksji nad tym, co przyniósł upływający rok, chwila na zatrzymanie się w biegu codziennych spraw, dla innych oczekiwanie i gotowość na nowe rozdanie. Czas bardzo rodzinny, ale też (tak sądzę) i pewnej ciszy w tym wszystkim. Ja w każdą niedzielę mam taką swoją cichą godzinkę, tylko dla siebie, którą nazywam "godziną prywatną". Wstaję w ten weekendowy dzień wcześniej od moich śpiochów, w domu jest prawie bezszelestnie, dyskretnie, za oknem leniwie budzi się dzień, zaparzam sobie kawę i zmykam pod koc na kanapie. Czytam wtedy książkę bądź wertuję gazety, często przeglądam internet. To taki mój mały rytuał, ale bardzo go lubię i nie odpuszczam. Czekam, aż usłyszę z góry: Mamo! ... (to Igor zazwyczaj) ... czas wtedy podnieść się z kanapy i rozpocząć dzień. Zaczynamy wspólnym długim śniadaniem z kubkiem kakao i jajecznicą na ogół. Gadamy o wszystkim i o niczym, uzgadniamy, co dziś robimy, czy gdzieś jedziemy, czy siedzimy w domu. Gdy nie mamy planów wyjazdowych i wiemy, że nas też nikt nie odwiedzi, potrafimy snuć się w piżamach do późnego popołudnia. Uwielbiam te nasze niedzielne rozmemłanie. Obejrzymy w międzyczasie jakiś film bądź coś innego, ja przygotuję obiad, moi tradycyjnie będą wybrzydzać. Może to i cudaczne, ale taką właśnie powolną piżamową niedzielę uważam za pewną formę luksusu i wspólne rodzinne osiągnięcie. To wielkie szczęście móc słyszeć w domu gwar, śmiech, dyskusje, a nawet kłótnie. Naprawdę Wielkie Szczęście. 


:-)


środa, 9 grudnia 2015

Nieświątecznie



      W Białej Górze k. Sztumu (pomorskie) znajduje się śluza, która łączy Wisłę z Nogatem. Pod pojęciem śluza należy tu rozumieć zespół obiektów hydrotechnicznych, nie będę tu pisała jakich, ponieważ kompletnie się na tym nie znam, wodniak ze mnie żaden. Z tego co wyczytałam, to początków budowy można doszukać się już w XVI w., ale obecny stan ukształtował się IX/XX w. Zadaniem owego kompleksu jest zabezpieczenie miejscowości położonych wzdłuż Nogatu przed zalewami z Wisły, umożliwienie żeglugi rzeką Nogat od Wisły do Zalewu Wiślanego, a także zasilenie przepływu w Nogacie wodami Wisły. Kolejne śluzy są w Szonowie, Rakowcu i Michałowie. Co ciekawe, do 1 IX 1939 r. śluza wyznaczała granicę Wolnego Miasta Gdańsk z Niemcami. Budowla jest monumentalna, stojąc na moście nie mogłam patrzeć w dół na Olę, Igora i Adama, robiło mi się niedobrze, a ci z kolei roześmiani ciągle do mnie machali i próbowali coś pokazać. Wolę tereny płaskie :-)) chociaż nie, kocham góry. 


Starałam się tak uporządkować zdjęcia, żeby zachować w miarę logiczny ciąg.
Mam nadzieję, że zdjęcia pozwalają "ogarnąć" śluzę i teren wokół jako całość.








*********





   






*********









 


*********











*********





*********







*********


*********