poniedziałek, 19 października 2015

Tańce, harce i swawole





Będzie! Będzie zabawa! 
Będzie się działo!
I znowu nocy będzie mało,
Będzie głośno! Będzie radośnie!
Znów przetańczymy razem całą noc.

                                     Piersi - Bałkanica
    
     Oj była, była zabawa, dużo się działo i prawie nocy było mało. Było głośno, było radośnie, a my przetańczyliśmy razem całą noc. Wszystko to prawda: spędziliśmy fantastyczną sobotę i niedzielę na weselu u Madzi i Maćka. Cudny czas, a z gośćmi to można by było chyba konie kraść. Sto lat Młodej Parze, niech się spełnią wszystkie życzenia i toasty, a marzenia nabierają realnej mocy !!!!!!!



*******


Madzi i Maciejowi 
dziękujemy za zaproszenie,
wspaniałą zabawę
i jeszcze raz życzymy 
wszystkiego najlepszego.
Trzymajcie się Kochani!!!


*******


*******


*******



Kiedyś gdzieś przeczytałam fragment książki
Iwony Chmielewskiej "Dwoje ludzi"
i zapragnęłam ją mieć u siebie w biblioteczce.
Mądre słowa, przeczytajcie
(tak mi się nasunęło przy okazji sobotniej uroczystości).














 


Cała prawda.

piątek, 16 października 2015

Wiatrakowe wariacje


Jak dojeżdżamy do miejscowości Korsze, w drodze na Mazury,
czujemy, że jesteśmy prawie na miejscu, choć przed nami jeszcze ...dziesiąt kilometrów.
Zdjęcia z lipca 2015 r.





  






czwartek, 15 października 2015

WARZYWNO-OWOCOWE ROBÓTKI
czyli wspólne zajęcia w klasie Igorcia


     Nasz koszyk z kasztanami powędrował do szkoły, oj ciężki był od tego bogactwa w środku. Pozostali przynieśli inne jesienne wspaniałości: dynie, pigwy, żołędzie, jabłka, marchwie, cukinie, jarzębinę, ziemniaczki ... - nie sposób wymienić wszystkiego, co królowało na klasowych stolikach tego dnia. Rodzice, dzieciaki, pani wychowawczyni wspólnie "zasiedliśmy do pracy" (my dorośli nie mniej podekscytowani od dzieci) i z każdą chwilą powstawały coraz to nowe "unikatowe" stworki-potworki i inne przeurocze cudaczki "made in Ia". Zerknijcie sami :)) Kreatywność i dobra zabawa - górą !!! Szkoda tylko, że stworzona przez nas mała galeryjka jest raczej "na chwilę", bo opatrzona krótkim "terminem świeżości" :( ale zaczynają nam już kiełkować inne pomysły - na kolejną robótkę.


Po środku "Pan Marchewka" Igorcia









Fajne, czyż nie :)3
Super mamy dzieciaki.

wtorek, 13 października 2015

LECĄ Z DRZEWA KASZTANY
... na kijkowej trasie

 
     Lecą, lecą ... a my te jesienne skarby, takie świeżutkie, szybciutko pozbieraliśmy do koszyka (ha, żeby nas nikt nie ubiegł). Frajdy przy tym było, co niemiara. W domu kasztany trafiły dekoracyjnie w różne zakątki: jedne z dyniami ozdobiły wejście do korytarzyka, inne z rajskimi jabłuszkami i aronią "pysznią się" na stole. Śmiać nam się chciało - wracaliśmy z koszykiem pełnym kasztanów, a mijani po drodze grzybiarze zaglądali ukradkiem, co tam mamy w środku i ta ich zdziwiona, pytająca mina. Grzybki suszone, schowane w papierowej torebce, jak najbardziej, już mamy ... u mojej siostry. Czekają na grudniowy bigos i pierogi, a my chomikujemy na razie orzechy, śliwki i miód. Jesień jednak coś w sobie ma (tak sobie mówię, gdy leje, wieje i zimno, a piec woła o opał!), choć nadal zdecydowanie wolę wiosnę.  





  










Zmarzliśmy lekko podczas 2,5 godzinnej wyprawy, ale było super ...
Mordki nam się same śmiały ;))

wtorek, 6 października 2015

MUSZĘ


     Gdyby tak móc sobie powiedzieć "nic nie muszę", ale niestety "muszę" i to dość sporo. Czasami muszę bardziej, czasami muszę mniej, ale generalnie muszę zawsze. Słowo klucz na całe życie. Mam różne muszę: jedne niejako narzucam sobie sama, chociaż "narzucam" to w odniesieniu do tych muszę niewłaściwe słowo - muszę, bo chcę. I te lubię bezwarunkowo, bo to takie moje muszę. Wszystkie inne muszę wynikają z oczekiwań dookoła i z tym bywa różnie. Muszę, gdyż innym się wydaje, że muszę, a ja może wcale niekoniecznie. Muszę bez jakieś sensownej argumentacji, dlaczego muszę. Muszę, bo trzeba, inni też muszą. Tylko, że inni, to nie ja. Są takie muszę, które akceptuję z różnych powodów, ale są i takie, które już dawno muszę przestały być.




     Takie, a nie inne muszę nie planowałam w swoim życiu. Będąc gdzieś tam na początku własnej drogi, nie myślałam o konsekwencjach określonych wyborów, często egoistycznych. Za niektóre muszę jestem losowi bardzo wdzięczna i bez nich nie wyobrażam swojego "jestem". Pewnych chciałabym nigdy nie doświadczyć. Jak tak dziś wspomnę swoje muszę z czasów bardziej lub mniej odległych: jedne mnie śmieszą, inne budzą rozrzewnienie albo np. zdumienie, że to akurat było, aż tak bardzo ważne, że koniecznie musiałam. Za wybranymi muszę tęsknię i szkoda że ich już nie muszę, a tak bym chciała. Teraźniejsze muszę postrzegam zupełnie inaczej, ale to już zupełnie inny temat, na kolejny raz. Pozdrawiam Was serdecznie i ściskam @ Ew.
   

sobota, 3 października 2015

SOBOTA
na roboczo


     Nasz dom dzisiaj pięknie pachnie ... malinami i jeżynami. Ostatnie to już chyba przerabianie tych owoców w tym roku. Zostaje jeszcze na wtorek 7 kg śliwek węgierek na powidła. Moja sąsiadka zasłyszała ostatnio fajny sposób na zrobienie śliwkowych powideł: śliwki oczywiście umyte, wypestkowane itd. wrzucamy do garnka z bardzo grubym dnem, zasypujemy cukrem i zostawiamy na noc. Proporcje to: 5 kg owoców/2 szklanki cukru. Nie wolno się w tych śliwkach grzebać: nie mieszamy, nie przewracamy - tak, jak je wrzucimy, tak zostają. Następnego dnia stawiamy je na malutki ogień i przez ok. 5 godz. delikatnie "pyrkoczą". Też ich w tym czasie nie mieszamy, ogólnie - nie dotykamy. Po 5 godz. podobno mamy gotowe powidła (wtedy też możemy je pierwszy raz zamieszać). Zamierzam wypróbować we wtorek. Zobaczymy, czy się sprawdzi, póki co odpowiedzialności nie biorę:))


Mazurska pajęcza robota
Poranne kropelkowo

Ależ dzisiaj cudnie. 
Trzeba wykorzystać październikowe słoneczko.
Wyłączam malinowo-jeżynową paciajkę i zmykam na dwór.
@Ew.